W kwietniu moduły podrożały o kolejne 5%, mimo że polikrzem, czyli główny surowiec, tanieje. Chiny wycofały ulgi eksportowe, a era wysyłania paneli do Europy na zapas właśnie się skończyła.
Rok temu panele fotowoltaiczne były rekordowo tanie. Chińscy producenci prowadzili wojnę cenową, moduły przyjeżdżały do Europy prosto z kontenera i czekały w portach na kupca.
Ta era właśnie się skończyła. Ceny rosną czwarty miesiąc z rzędu, a w samym kwietniu o kolejne 5% względem połowy marca.
Paradoks: surowiec tanieje, moduły drożeją
Polikrzem, czyli główny surowiec do produkcji ogniw, potaniał. Panele mimo to poszły w górę.
Powód leży po stronie podaży. Producenci wycofali starsze, mniej efektywne linie produkcyjne, zamiast je modernizować. Mniej linii oznacza mniej modułów na rynku, a popyt w tym czasie rośnie.
Do tego Chiny wycofały ulgi eksportowe na panele. Analitycy pvXchange zwracają uwagę, że rynek wycenił ten ruch już kilka miesięcy wcześniej, ale efekt podażowy uderza dopiero teraz.
Koniec kupowania z kontenera
Wcześniej moduły płynęły do Europy spekulacyjnie i leżały w portach. Można było kupić instalację i mieć ją na działce w kilka dni.
Dziś panele przyjeżdżają wyłącznie na konkretne zamówienie albo w ilości ustalonej umową. Czas oczekiwania wydłuża się i to jest zmiana, która dotyczy każdego, kto planuje instalację.
Co napędza popyt
Skok cen paliw kopalnych oraz świadomość niezależności energetycznej, która po wojnie w Ukrainie przestała być tematem akademickim.
Popyt rośnie szybciej niż zdolności produkcyjne, więc kierunek cen jest raczej przesądzony.
Które moduły drożeją wolniej
Panele premium, czyli topcon i heterojunction, rosną łagodniej, bo ich ceny nigdy nie spadły tak drastycznie jak w segmencie najtańszym. Największe podwyżki dotykają modułów budżetowych.
To o tyle istotne, że przy instalacji na dwadzieścia pięć lat oszczędność kilkuset złotych na module sprzed roku wygląda dziś zupełnie inaczej.
Ile to kosztuje w liczbach
Instalacja zamówiona dziś jest droższa niż pół roku temu o 10 do 15%. Przy standardowej instalacji 6 do 8 kWp to różnica 2 000 do 4 000 zł. Przy magazynie energii odpowiednio więcej.
Prognoza branżowa mówi, że trend utrzyma się co najmniej do końca 2026 roku. Nowe moce produkcyjne nie powstają w kilka miesięcy, więc gwałtownego odbicia w dół nie widać.
Mimo to instalować nadal warto, bo ceny energii z sieci rosną szybciej. Przy domu o zużyciu 17 do 23 kWh/m² rocznie czas zwrotu z fotowoltaiki pozostaje krótki: sześć do dziewięciu lat.
Osobna sprawa dla tych, którzy już mają panele
Kwiecień 2026 przyniósł najniższą w historii cenę RCEm za prąd oddany do sieci: 163 zł za MWh.
Dom, który zużywa większość tego, co produkuje, jest na tę zmianę odporny. Dom, który dużo eksportuje do sieci, traci podwójnie: raz na niskiej cenie odkupu, drugi raz na rosnącym koszcie ewentualnej rozbudowy instalacji.
Dlatego przy projektowaniu liczy się nie sama moc paneli, tylko autokonsumpcja, czyli ile z wyprodukowanej energii zużywasz u siebie.
Co to znaczy przy budowie domu
Instalacja PV planowana jako osobny zakup po wprowadzeniu się będzie kosztować więcej niż rok temu i dłużej poczeka na dostawę.
W standardzie Full Premium fotowoltaika 8 kWp z inwerterem hybrydowym wchodzi w cenę domu i jest zamawiana razem z resztą materiałów, przy podpisaniu umowy. Inwerter jest przygotowany pod magazyn energii, więc dołożenie baterii później nie wymaga wymiany osprzętu.
Osiem kilowatopików to przedział, który pokrywa dom energooszczędny z zapasem na samochód elektryczny przy przeciętnym przebiegu.
Eksperci budownictwa energooszczędnego
Zespół DOMY przyszłości
Od ponad 200 zrealizowanych domów na Mazowszu dzielimy się tym, co działa w praktyce - bez ściemy, w trosce o Wasz lepszy dom.




